Opis
Nie musisz stracić wszystkich sił, żeby przyjąć czyjąś pomocną dłoń
„Ty zawsze sobie poradzisz”. „Chciałabym być tak silna jak ty”. „Inni nie wytrzymaliby tego, co przechodzisz”. Te słowa brzmią jak komplementy. Ktoś dostrzega Twój trud, podziwia wytrwałość, chce powiedzieć, że widzi, ile dźwigasz. A jednak czasem taki podziw staje się kolejnym ciężarem. Będąc silną, czasem trudno przyznać, że potrzebujesz pomocy.
Jeszcze raz zbierzesz się w sobie. Jeszcze raz uznasz, że skoro tyle dni się udawało, to dziś czy jutro znów dasz sobie radę. Jeszcze raz, gdy coś nie pójdzie zgodnie z planem, powiesz sobie, że to twoja wina i że musisz po prostu bardziej się starać. A przecież chciałabyś mieć siłę również na coś więcej niż codzienne przedzieranie się od rana do wieczora. Na ciekawość. Na bliskość. Na plany, które od dawna czekają, aż przestaniesz być tak bardzo zmęczona.
Bywa, że zaczyna się od rzeczy, które łatwo zlekceważyć. Budzik dzwoni, a ty masz wrażenie, jakby noc zaledwie prześlizgnęła się po powierzchni zmęczenia. Czytasz wiadomość drugi raz, bo słowa nie chcą ułożyć się w sens. W środku zdania szukasz znajomego określenia, które jeszcze przed chwilą było pod ręką. Marzniesz, choć innym jest ciepło. Skóra staje się sucha, włosy się przerzedzają, codzienne czynności wymagają więcej wysiłku… Tak może wyglądać niedoczynność tarczycy rozwijająca się w przebiegu Hashimoto. Nie każda osoba doświadcza tych objawów i nie zawsze oznaczają one właśnie tę chorobę. Wymagają sprawdzenia, rozmowy z lekarzem, odpowiednich badań. Ale zanim do tego dojdzie, łatwo wpisać je w zwyczajny rachunek życia: za dużo pracy, za mało snu, stres. I dopisać sobie na końcu jeszcze jeden obowiązek, który powinien pomóc po prostu się ogarnąć, bo być może czujesz, że to twoja wina, że nie jesteś dokładnie taka, jaką chciałabyś być.
Rozpoznanie choroby nie sprawia, że wszystko od razu staje się proste. Może jednak uporządkować pytania, które wcześniej krążyły bez odpowiedzi. To, co wydawało się osobistą słabością, otrzymuje nazwę i wymaga troski. Pojawia się możliwość leczenia, obserwowania organizmu, szukania wraz z lekarzem sposobu na lepsze funkcjonowanie. Chciałabym, aby jak najwięcej ludzi uniknęło momentu, w którym siły wyczerpią się do takiego stopnia, że ciało samo zdecyduje, że dalej nie da rady. Żeby zdanie „nie czuję się dobrze” było wystarczającym powodem do szukania pomocy, nawet jeśli nadal przychodzimy do pracy, pamiętamy o urodzinach bliskich i odpisujemy na wiadomości.
Moje doświadczenie opisałam w książce „Moje 23 lata z Hashimoto”. To część mojego życia, a nie cała opowieść o mnie. Obok choroby są przecież ludzie, których kocham, odpowiedzialność, praca i marzenia. Chciałam zamknąć w tej historii także miejsce na własne pytania. Co próbuję przeczekać? Do czego tak przywykłam, że przestałam zauważać, ile mnie kosztuje? Czy umiem przyjąć pomoc, zanim będę jej potrzebowała rozpaczliwie? Takie pytania wykraczają poza doświadczenie choroby. Mogą towarzyszyć nam wszędzie tam, gdzie codzienność zaczyna wymagać coraz więcej, a dla nas samych pozostaje w niej coraz mniej miejsca.
Kiedy myślę o kobietach doświadczających przemocy, zatrzymuję się właśnie przy tej uważności. Nie stawiam znaku równości między ich życiem a swoim zmaganiem z Hashimoto. Nie wiem, co czuje konkretna kobieta, gdy słyszy klucz obracający się w zamku, zastanawia się, czy może wydać pieniądze na własne potrzeby, albo waży każde słowo, żeby nie wywołać kolejnego wybuchu. Chciałabym jednak nie przeoczyć jej trudności tylko dlatego, że nauczyła się funkcjonować pośród nich. To, że ktoś wstaje rano, zajmuje się dziećmi i potrafi się uśmiechnąć, nie mówi jeszcze, czy jest bezpieczny.
Niektóre sytuacje trudno nazwać, zwłaszcza kiedy narastają powoli i przeplatają się z chwilami bliskości. Można pamiętać czyjąś czułość, a jednocześnie cierpieć z powodu poniżania, kontroli czy zastraszania. Można mieć nadzieję na zmianę i nadal potrzebować ochrony. Ta nadzieja nie czyni kobiety odpowiedzialną za zachowanie drugiej osoby. Nie musi ona znaleźć właściwych słów, stać się bardziej cierpliwa ani zasłużyć na łagodność. Odpowiedzialność za przemoc spoczywa na osobie, która ją stosuje. Kobieta ma prawo szukać pomocy również wtedy, gdy wciąż kocha, waha się i nie wie jeszcze, co zrobi dalej.
W życiu z przewlekłą chorobą uczymy się uwzględniać coś, czego nie możemy po prostu zostawić za sobą. W relacji z drugim człowiekiem pozostajemy odrębną osobą, nawet jeśli lęk i zależności utrudniają odczuwanie tej odrębności. Jest w tym miejsce na nadzieję: nasze życie może mieć dalszy ciąg poza czyimś krzywdzącym wpływem. Ale nie chcę zamykać tej nadziei w lekkim „wystarczy odejść”. Odejście może wymagać przygotowania i ochrony. Potrzebne są pieniądze, odpowiednie wsparcie, bezpieczne miejsce dla siebie i dzieci. Trudno budować przyszłość, kiedy całą uwagę pochłania pytanie, gdzie spędzi się najbliższą noc.
Dlatego misja naszej fundacji ma tak konkretny wymiar. Zajmuję się budową domów modułowych i chcę, żeby ta wiedza służyła również pomocy kobietom i dzieciom doświadczającym przemocy. Bezpieczny dom nie wymazuje przeszłości. Daje jednak przestrzeń na dalszą pomoc, odpoczynek i odzyskiwanie samodzielności. Miejsce, w którym można rozpakować torbę, odłożyć dokumenty do szuflady, pozwolić dzieciom urządzić własny kąt. Zająć się sprawami, które przez długi czas ustępowały konieczności przetrwania. Powoli zacząć podejmować decyzje, w których jest miejsce również na własne pragnienia.
Moja książka jest cegiełką wspierającą tę misję. Łączę w ten sposób historię, którą mogę opowiedzieć, z pracą, którą potrafię wykonać. Ktoś może odnaleźć w opowieści o Hashimoto fragment swojego doświadczenia. Dzięki wsparciu fundacji ktoś inny może otrzymać szansę na bezpieczniejszą codzienność. Nie musimy przeżyć tego samego, żeby nasze historie mogły się spotkać i przynieść komuś coś dobrego.
Wracam więc do słów: „Ty zawsze sobie poradzisz”. Chciałabym, żebyśmy czasem potrafili dopowiedzieć: „Ale nie musisz radzić sobie ze wszystkim sama. Powiedz, w czym mogę Ci pomóc”. Może właśnie wtedy część siły, zużywanej dotąd na wytrzymywanie, będzie mogła wrócić do życia. Do małych przyjemności, do relacji, do pomysłów porzuconych z braku tchu. Do czegoś, na co nie starczało już miejsca, choć przecież także było nasze.
O książce
„Moje 23 lata z Hashimoto” to e-book, w którym autorka opisuje swoje doświadczenia z chorobą: codzienne nawyki, suplementację i dietę przygotowaną we współpracy z dietetykiem klinicznym. Książka nie zastępuje porady lekarza.
Cały dochód ze sprzedaży książki przeznaczamy na cele statutowe fundacji, w tym na budowę Domu od Nowa.


![My 23 years with Hashimoto's [EN]](https://arw360.pl/wp-content/uploads/2026/08/hashimoto-23-years-300x300.jpeg 300w, https://arw360.pl/wp-content/uploads/2026/08/hashimoto-23-years-150x150.jpeg 150w, https://arw360.pl/wp-content/uploads/2026/08/hashimoto-23-years-140x140.jpeg 140w, https://arw360.pl/wp-content/uploads/2026/08/hashimoto-23-years-100x100.jpeg 100w, https://arw360.pl/wp-content/uploads/2026/08/hashimoto-23-years-500x500.jpeg 500w, https://arw360.pl/wp-content/uploads/2026/08/hashimoto-23-years-350x350.jpeg 350w, https://arw360.pl/wp-content/uploads/2026/08/hashimoto-23-years-1000x1000.jpeg 1000w, https://arw360.pl/wp-content/uploads/2026/08/hashimoto-23-years-800x800.jpeg 800w)